W dniu 26.01.2008 r. na pociąg do Zwardonia na stację PKP Katowice punktualnie przybyli Shplus (Latareczka), Janusz P. (schroniskowy Elton John) z Belołem i pisząca te słowa Justycja (Justynior), Biegiem do pociągu wleciała Ela (nasz Forest Gump) chwaląc się jeszcze, że miała 4 minuty zapasu!
Zaraz po wejściu do pociągu nad wszystkimi górę wziął nasz, skądinąd już sławny, Org Shplus.

Na stacji w Zwardoniu przywitaliśmy Anię z jej psem Łosiem, który od razu bardzo polubił się z Belołem, tak że ciężko było ich rozdzielić. Tylko nie wiedzieć czemu strasznie przy tym powitaniu narobiły hałasu.
W schronisku Shplus ustalił co robimy no i wreszcie wyruszyliśmy malowniczym szlakiem czerwonym ze Zwardonia na Wielką Raczę biegnącym pasmem granicznym. Po drodze mijaliśmy punkty i hale widokowe, naprawdę warto było poczuć jak u swych stóp mamy kawałek pięknego świata. Pogoda, jak na tę porę roku była wymarzona do chodzenia, temperatura w okolicach -1, lekki wiaterek, trochę śniegu, szlak był przetarty i podziwialiśmy niesamowite widoki! Początkowo nawet nie było żadnych opadów. Dopiero przy podejściu na sam szczyt, ok 1 godzinę, Wielka Racza witała nas śnieżycą i mgłą.
Nie zobaczyliśmy niestety słynnej z tego szczytu panoramy Małej Fatry, ani też grup górskich - Rycerzowej, Lipowskiej, Pilska i Babiej Góry.

Wieczór w schronisku upłynął w refleksyjnej atmosferze.

Mnie osobiście ucieszyło, że krwawa sprawa Beloła (zraniona łapka

ustała.

Mój wieczorny spacer z Belołem, w ciemnościach należał do tych niezapomnianych chwil...Ci co byli to wiedzą z jaką euforią potem wparowałam do schroniska

Następnego dnia, skoro świt udałam się na sprawdzenie warunków pogodowych. Hm...coś jakby śniegu napadało przez noc - około 40 cm. Zima, po prostu piękna zima!!! Jak do chodzenia po górach to widoki trochę nieciekawe, do tego ciągle jeszcze sypało. No to myślę sobie, ciężko będzie. Jeszcze w pokoju jedna osoba przestrzegała nas, że szlakiem z tego schroniska na Przegibek w zimie przeprawiała się z grupą 10 godzin! Ale my ruszamy śmiało. Szlak nieprzetarty, trochę błądziliśmy, jednak w porównaniu ze zdobywaną jeszcze przed tygodniem Baranią Górą to była naprawdę bajka. W miarę jak przemierzaliśmy kolejne tony śniegu siły nas opuszczały, a śniegu z minuty na minutę coraz więcej. Jednak my się nie poddaliśmy, już do samego schroniska na Przegibku nie mogło być inaczej jak tylko biegiem! Szybki posiłek i zejście do Rycerki Koloni na bus, a następnie pociągiem z Żywca do Katowic. Było super!!! Takiej pięknej zimowej aury w Beskidzie jeszcze nie przeżyłam

Z tej wyprawy jeszcze na pewno zapamiętam piosenke Zombie"....in your head...w wykonaniu Bartka i Janusza
