Witaj gościu! Zaloguj lub zarejestruj się! | Zapomnialeś hasła? Przypomnimy Ci je!
Nawigacja
Linki sponsorowane
Linki sponsorowane
Użytkowników Online
Gości Online: 5
Brak Użytkowników Online

Zarejestrowanych Użytkowników: 145
Najnowszy Użytkownik: ~Forest92
Przyjaciele

Silesia Pro Active

AWF Katowice

Perła Paprocan

OKB Zadyszka Oświęcim

sklepbiegacze.pl

TG Sokół Zakopane

Katowicki Festiwal Biegowy
2009.12.20 - 1700km inspiracji na pustym baku
Twierdzą ,że zrezygnowałem z czegoś a ja mam wrażenie iż zyskałem większą wolność w tym co robię . Dziś to mam a nie straciłem tego - nie oddaliłem się lecz zbliżyłem . Ktoś kto próbował się kiedyś uporać z nałogiem pewnie wie o czym ja tu piszę. Kiedyś coś mnie natknęło ,żebym spróbował mimo iż kiepski ze mnie pływak wskoczyć do tej rzeki gdzie nurt jest bardzo silny i płynąć pod prąd .Wskoczyłem
1700 km inspiracji było niczym innym jak zapełnieniem tego czasu w którym piłem jak smok . No cóż też mnie to przeraziło iż mogę mieć aż tyle czasu na bieganie i inne podobne zajęcia , które kiedyś uciekały mi między kolejną otwieraną zawleczką puchy . Ale nie tu o tym pisać bo wielu z was umie w przeciwieństwie do mnie sobie radzić z tym śmiertelnym problemem .
Koniec tego wstępu bo chciałem tu podsumować sezon biegowy a nie wyciągać swoich osobistych upadków i wzlotów . Mniejsza o to .

Będę pisał tylko o kilku biegach nic nie ujmując trudności NIC-om Cyborgom , Perłom , Silesiom Mardułom itp. Zima nie trwa aż tyle aby ktoś miał tyle czasu na czytanier30;
Bochnia była początkiem tego wszystkiego a może bardziej początkiem biegania w dłuższym przedziale czasowym. Drużyna doliniarzy w obsadzie Justyna , SławekK , Yastrząb i ja troszkę zamieszała w wynikach co wytrąciło lub dosłownie zrzuciło na dalsze pozycje przeciwników do których rok wcześniej mieliśmy wielką przepaść sportową . Mimo iż kolega Yarząb chyba pierwszy raz w życiu startował w tak długim czasie pokazał siłę walki do końca a jego nieprzeciętny humor dobrze nastrajał każdego z nas i podnosił morale . Oczywiście nie można zapomnieć tutaj obecności Mirasa , który w tym roku z biegacza przerodził się w troskliwego Capitana drużyny - drużyn i komentatora informacji na naszą stronkę doliniarską dzięki czemu wielu z nas mogło na bieżąco kibicować podczas nie tylko tych zawodów.


Szerokość obrazka przekroczyła 480px i został on przeskalowany. Aby obejrzeć oryginał (640x480px) kliknij w obrazek

KOPALNIA SOLI W BOCHNI

Rzeźnik to już było wariactwo bo było połączone z atakowaniem wersji Hardcore czyli przedłużonej do 108 km . I tu pojawił się jeden z wielu ( chyba można by było tu to napisać wielkimi literami ) BIEGACZ SławekK człowiek z wielką charyzmą i nieprzeciętnym upartym charakterem w dobrym tego słowa znaczeniu. Choć po starcie coś nie zagrało i Sławko przez dwa etapy strasznie się męczył a w Cisnej dodatkowo poinformował mnie ,że chyba nie da rady przetrwać do mety nie mówiąc już o hardcorze . Trochę mnie tym posmucił bo pot który przelałem na ośmiotygodniowych treningach przed mogło ujść jak powietrze z balonika. Jednak stanowiliśmy drużynę do samego końca i nie ma mowy ,żebym mógł go w tej chwili opuścić . Albo razem albo idziemy na piwo . Poprosiłem go ,żebyśmy spróbowali i już po chwili Sławek jakby dotknięty zaczarowaną różdżką odzyskał siły i naprawdę musiałem się bardzo namęczyć ,żeby dorównać mu kroku . Na metę wpadliśmy z 18 czasem chyba na 190 drużyn. Ja byłem szczęśliwy i wyrąbany jak mało kiedy . Krótki odpoczynek i , błogosławieństwo Mirasa i start w kierunku Włosowatego .I tu po 3-4km mnie dopada ból w żołądku i kryzys . Podjęcie decyzji, jak to źle się człowiek czuje jak w drużynie ktoś zaczyna puchnąć . Proszę Sławka o dwie minuty na podjęcie decyzji bo tam już nam nikt za bardzo nie pomoże bo wbiegamy na szlak jako ostatni a to przecież jeszcze z 25km . Sławek jako partner potrafi w tej chwili zrezygnować dla mnie i to na mnie zadziałało jak zastrzyk kofeiny bezpośrednio do żyły. Biegniemy , a po drodze przejmuje nasze zwłoki lotny Miras , który jest wielkim wytchnieniem dla naszych mózgów które przez 17 godzin słuchały tylko głębokich sapań.


Szerokość obrazka przekroczyła 480px i został on przeskalowany. Aby obejrzeć oryginał (640x480px) kliknij w obrazek

RZEŹNIK BIESZCZADY
Jako ,że Sławek to wielki wariat zapisał się tak jak ja ( mniejszy wariat ) na Sudecką Setkę ,która odbyła się 6 dni po Rzeźniku . Nie wiem do dzisiaj czemu tego spróbowałem . Może po to żeby sobie udowodnić ,że nie znamy jeszcze kogoś takiego kto by to machnął w takim ciągu .Może chcieliśmy doznać totalnego wymęczenia albo cholera wie po co . Tu również stworzyliśmy team doliniarzy aby trzymać się razem na trasie która wiodła po zbiegach i długich podbiegach w okolicy Trzech Kopców .Tym razem ja nie dysponowałem na początku pałerem . Kuźwa jak Sławek zapierdalał góra dół góra i szybki zbieg . Chcieliśmy tylko zmieścić się w limicie na 72 km który wynosił 12 godzin . Nie mogłem tego zrozumieć dlaczego na tym punkcie zameldowaliśmy się prawie 4 godziny przed zamknięciem . Do tego punktu myślałem , że nie dam rady . Stres przez zmęczenie postokroć chciał mnie zmusić do tego abym się wycofał .Nie poddałem się a wiecznie powtarzane słowa przez Sławka r nie przyjechaliśmy tu na 72 km tylko na 100km r doprowadziły nas do mety również na 18 miejscu z czasem 12:26 h . Udało nam się tego dokonać i mimo złego samopoczucia Sławka cieszyliśmy się z tego jak bajtle , które pierwszy raz zapaliły saletre .


Szerokość obrazka przekroczyła 480px i został on przeskalowany. Aby obejrzeć oryginał (800x527px) kliknij w obrazek

SUDECKA SETKA-META

Było to pierwsze półrocze z priorytetowymi startami , które nie odbyły by się bez biegania maratonów u Alka w Parku Chorzowskim ani równie wspaniałych imprez jak Perła Paprocan , których dobrego imienia będę bronił .Jestem pełen podziwu dla nich ,że poświęcają swój czas na to abyśmy się mogli spotkać i porywalizować nawet w ciągu tygodnia. Widać ,że z miłości do biegania są w stanie poświęcić tyle swojego prywatnego czasu , kasy i wielu wielu tych rzeczy aby BYŁO DOBRZE.
Oczywiście na przełomie zaliczyłem super bieg (bardzo krótko o tym tylko napiszę ) w Tatrach Słowackich razem z Yarząbczastym . Zawody dla mnie rozegrane w pięknych krajobrazach a szczególnie perfekcyjnie zorganizowane przez to ,że nie było patyczkowania się z zawodnikami r11; tzn. krótko i na temat : tyle i tam są punkty z wodą , a tam będzie stała Horska Służba w razie konieczności , kijeczki możecie sobie zabrać i je przynieść do mety r11;proste uwagi organizatora z uśmiechem na twarzy . Kupę prostej surowości do której u nas dopiero dojrzewamy bez rozpatrywania żalów starych przydupasów którym i tak zawsze będzie źle . myśl .jaka mnie przeraża to iż żyję w takim kraju ,że nie powinno mnie zdziwić jak : r za niedługo w Polsce będzie zawiązany taki związek zawodowy biegaczy , który będzie palił opony w proteście krótkich stołów na trasie r30;.. r Boże broń .W przyszłym roku jak tylko zostanie rozegrany ten bieg pojawimy się większą ekipą a na pewno każdy wróci zadowolony z tych zawodów .


TATRY SŁOWACKIE


Wracamy do drugiej połowy roku bo dla mnie to kupę tlenu w moich żyłach . Wyznaczone oczywiście najważniejsze starty ( MWrocław , Kalisja i MKomandosa ) pozwoliły mi w miarę przygotować się do nich . Chciałem przyatakować życióweczkę we Wrocławiu ale niestety w trakcie biegu poczułem ,że jestem zamulony i przemęczony tym bieganiem . Czy to była porażka to chyba nie . Byłem i jestem tego świadomy ,że albo ma się jedno ( wytrzymałość ) to nie ma się tego drugiego ( szybkości ) i co najważniejsze trzeba być dobrze wypoczętym na życióweczkę ( z dwa dni ) a tu klapa . Siłę i dynamikę wykorzystałem pewnie parę dni wcześniej w Gorcach a Stasiu Giemza o mało nie doprowadził mnie do zgonu (chylę czoła dla jego biegania ) . Kolejna moja wpadka to bieg 24h na dolinie .Prawie 19 godzin ciągłego biegu wyłączyło mnie w pewnym momencie całkowicie . Zaliczyłem sepse biegową . Mówią ,że płaci się frycowe na pierwszych zawodach i ja je tam właśnie zapłaciłem mimo przebiegniętych pierwszy raz takich odległości ( 152km) . No cóż trzeba będzie się w przyszłym roku inaczej do tego fizycznie i mentalnie przygotować. Szybka regeneracja po tym biegu w pracy i już za tydzień mogłem wystartować w Monachium , w którym rodzinnie i serdecznie przywitała mnie rodzina Dugiego. Jestem bardzo wdzięczny za możliwość zwiedzenia biegiem miasta wraz ze Stadionem Olimpijskim oraz wszystkiego z tym wyjazdem związanego . Dziękuję .


Szerokość obrazka przekroczyła 480px i został on przeskalowany. Aby obejrzeć oryginał (720x480px) kliknij w obrazek

MONACHIUM

Kalisja to już mój egzamin z dojrzałości biegowej .Wyciągnąłem wnioski z tych wszystkich moich wpadek i podszedłem do tego z wielkim spokojem . Wiedziałem ,że wybiegane kilometry będą asem w rękawie a upragnione osiem minut jakie brakowało mi do złamania dziesięciu godzin powinny być w zasięgu. Strach przed ścianą jaką miałem rok wcześniej na tym biegu ( 95 km) skutecznie hamował od samego początku zapędy szybkościowe. Równe tępo i stały kontakt ze Sławkami którzy ostro kosili kilometry dobrze wpływał na utrzymanie własnego kroku i strategii . Była zachęta z ich strony do przyspieszenia ale odpuściłem . Chyba na przedostatnim kółku dopadłem SławkaK , który delektował się krótkim spacerkiem potem Zdawka . Super to zawodnik i nie pozwolił mi się oddalić za daleko .Biegliśmy tak chyba razem ze cztery kilometry a mi się wydawało ,że zamiast wolniej biegnę szybciej .Biegłem czekając z niecierpliwością na kryzys który jakoś nie chciał się zemną zbratać. Postawiłem wszystko na jedną kartę i wykrzywiając mordę we wszystkie możliwe strony biegłem ile tylko fabryka dała .Minołem Mirasa ale rozmowa nam się nie kleiła bo i o czym tu rozmawiać jak tchu brakowało a poza tym on był taki szczęśliwy z tego ,ze za chwilę rsetkę chlapnier1; Zostawiłem go samego w jego osobistej medytacji .Wpadłem na metę a po chwili Sławko z naciskającym go Zdawkiem.
Urwałem te swoje osiem minut i było mi naprawdę miło , że wreszcie nie musiałem sikać smołą i zwolniłem innym kolejkę do rzygania .Trawa była zielona a niebo niebieskie r30;
Trzeba jeszcze tu wspomnieć o tym iż znowu kibice na tym biegu nie zawiedli a organizacyjnie dla mnie impreza perfekt. Poza tym fajna sprawa jaką również w tym roku udało nam się wspólnie zrobić . Paczka dla biednej rodziny z wioski przez którą biegamy. Kawał dobrego.


Szerokość obrazka przekroczyła 480px i został on przeskalowany. Aby obejrzeć oryginał (720x482px) kliknij w obrazek



Maratonu Komandosa nie ma co opisywać bo było to zaledwie kilka tygodni temu i z moim przeżyciami biegowymi można się zapoznać w innej relacji .

Było by tego na tyle . Pisanie czas zakończyć bo i sezon już skończony a następny puka już do drzwi . Co będę w nim biegał to do końca nie wiem . Może dziś pęknę i łyknę z dziesiećopaka sobie piweczko , nie wiem . Cokolwiek się jednak stanie chciałbym dalej bawić się w bieganie z myślą ,że i tak nigdy nie będę mistrzem bo i po co.


Ze statystyk jak kogoś by interesowało w tym roku:

Nie przebiegłem w zawodach 2000km tylko zaledwie 1700km
Butów nie liczę
Miało być 20 maratonów a jest 19
Życiówka w maratonie nie padła
Każdy maraton (bez górskich lub temu pod.) poniżej 4 h
Połówki to za mało
Dyszki są fajne ale jak się machnie maraton przed nimi
Przestałem wpieprzać tyle żeli na zawodach
Dziękuję kochanej żonie, że nie wyrzuciła mnie z domu
Nic mnie nie boli
Rok nie piłem

Katowicki Festiwal Biegowy
Dodane przez kula dnia 16 grudzień 2009 21:59
17 Komentarzy · 965 Czytań · Drukuj
Komentarze
mirasvitas dnia 17 grudzień 2009 11:39
Po prosu GIGANT jesteś i cholernie sie cieszę że mogłem być świadkiem Twojego szaleństwa.
Takie chwile inspirują, wielkie gratki i czółkiem walę w ziemię z szacuneczkiem.emoticon
dugi dnia 17 grudzień 2009 12:22
Granice możliwości,wytrzymałości itp.można tylko wtedy określić,gdy udaje nam się takowe ,chociaż o odrobinkę przekroczyć. Gratuluje. Tobie się udało(chociaż..."się udało" ,brzmi jak zniewaga,licząc włożony doń trud).A mistrzem jesteś,czy chcesz,czy nie!!!Pozdrowienia;););)
lukaszg dnia 17 grudzień 2009 15:03
gratuluje wytrwalosci. z mojego doswiadczenia wynika, ze duzy wysilek zniecheca do alkoholu. po debiucie maratonskim przez dluzszy czas odpychalo mnie od piwaemoticon
Slawek_K dnia 17 grudzień 2009 15:32
Tomek, ja się ciągle nie mogę nadziwić, skąd Ty masz tyle siły i samozaparcia. W bieganiu i w innych rzeczach, może nawet trudniejszych. To był Twój rok.emoticon:k:k:k:k:k:k:k:k:k:k:k
PS. P....ol ten dziesięciopak
PS2. Z tymi za krótkimi stołami to jest poważna sprawa. Kiedyś mi się łokcie ześliznęły. Dobrze, że nie wywaliłem starych opon. Będzie co spalićemoticon:d:d
Gratuluję relacji
Yazomb dnia 17 grudzień 2009 16:23
Nooo 1700km musiało nieźle sponiewierać, teraz w świątecznych klimatach czas na odbudowę więc siadaj do stołu i jedz a potem na wyrko a jak się przebudzisz to do stołu...itd:d Bravo!!!
Co do Bochni to na morale w drużynie wszyscy czworo mieliśmy wpływ totalnie absurdalnym zachowaniem i innymi głupotami,bo Sławek też odleciał i robił podśmiech....ki!:d
Ja w tym sezonie chciałem przebiec 1701km ale za bardzo mnie odstawiłeś co skutecznie mnie zgasiło!:d
Szacun Ziom!:L
Justycja dnia 18 grudzień 2009 08:27
Przez ten rok faktycznie ciągle coś się działo. To oczywiście zawdzieczamy Kuli, Sławkowi i innym harpaganomemoticon Powiem z mojej perspektywy bo ogólnie ten rok zaliczam u siebie do słabych biegowo i wynikowo. Super się czyta newsy, relacje i takie podsumowania. Aż chce się biegać!!!
Kula, dla Ciebie szacun bo naprawda twardy z Ciebie zawodnikemoticon Zawsze chciałam wiedzieć kto w tych długaśnych ultraśnych biegach startuje, to muszą być jakieś cyborgiemoticon hehe Fajnie znać takiego ultrasa z krwi i kościemoticon Trzymam kciuki za nastepny sezon! o zyciówki w maratnie sie nie martw, bo jak sobie inną politykę startową założysz to prędkość też będzieemoticon
ps. na weselu dla specjalnych gości będą specjalne trunki...hehe
mirasvitas dnia 18 grudzień 2009 12:08
A kakao bedzieemoticon
kula dnia 18 grudzień 2009 17:37
powinien być kwas chlebowy i isostar
Andrzus dnia 18 grudzień 2009 23:02
A mnie się wydawało, że moje 1000 km to takie wielkie osiągnięcie. Kula! Jesteś Wielki!
kula dnia 19 grudzień 2009 12:30
Andrzuś to wszystko przez ciebie ... a za twój tysiak wielkie gratulacje
kbond dnia 19 grudzień 2009 13:19
Słuchajcie mamy Wielkiego Człowieka pośród nas ! To właśnie z takich historii powinniśmy czerpać inspirację do codziennych zmagań. Jesteśmy o tyle uprzywilejowani że znamy Kule osobiście i pewno każdy może go zapytać jak walczyć w trudnych chwilach.

Kula jesteś dla mnie bohaterem w pełnym tego słowa znaczeniu ! Prowadząc raz na jakiś czas spotkania z dzieciakami i opowiadając im o naszej wspólnej pasji jaka jest bieganie - jeśli nie masz nic przeciwko będę opowiadał o Twoim sposobie na trudne chwile!!!

BRAWO!
kula dnia 20 grudzień 2009 09:15
Ej no co ty od razu bohater bez przesady . Jestem dalej taki zwykły ale jeśli dla kogoś może to być jakąś inspiracją to czemu nie.Dla mnie wielu ludzi z doliniarzy i nie tylko jest godnych naśladowania . Ja ze swej strony służę swoją osobą .
glowraf dnia 21 grudzień 2009 22:00
to co zrobił Kula w tym sezonie...pełen podziw! ale jest jeszcze jedna osoba, której należą się wielkie słowa uznania i którą podziwiam i wielce szanuję, mimo, że widzialem raz jeden w życiu - Kulbea
mirasvitas dnia 22 grudzień 2009 12:36
Poruszyłeś własciwy temat, bo co by był wart Kula bez Kulbei ?
Więc sukces Kuli nalezy podzielic na dwa i...... nie, nie, nie to co myslicie. Szczęście to takie cóś co mnoży
sie właśnie przez dzielenie. Więc brawka za wyrozumiałośc dla Beatyemoticonemoticonemoticon
kula dnia 22 grudzień 2009 12:43
faktycznie co ja bym bez niej nabiegał - sukces prawdziwie rodzinny
Ivka dnia 23 grudzień 2009 15:10
BRAWO KOSA!!!:k Miałam okazję trochę z Tobą pobiegać w tym roku, mam nadzieję, że w przyszłym będzie jeszcze więcej:c i że jeszcze kiedyś mi "pozającujesz"emoticon
Markol-129 dnia 29 grudzień 2009 13:11
Gratulacje dla Ciebie Tomku, ale pamiętaj że najważniejsza jest rodzina dla której jesteś zawsze wzorcem.Cieszę się zTwoich wspaniałych osiągnięć i cenię sobie Twoje wskazówki i podpowiedzi.
Atmosferę w doliniarzach .com tworzą jej uczestnicy i życzę wszystkim aby rok 2010 był pełen cudownych wrażeń , życiówek i relacji międzyludzkich.

Dosiego Roku
Marian Kołodziej
Markol-129
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
Powered by PHP-Fusion © doliniarze.com theme V2 & 2007-2012 administration & coding: Bolek117
893369 unikalnych odwiedzin