19.09.2009
7-Pòłmaraton w Dingolfing.
75 dam i 325 osobników płci odmiennej,ukończyło ten bieg w czasach pomiędzy 1:12:07,a 2:19:08 .
Osobiście nie wysilając się za bardzo minąłem linię mety w czasie 1:56:14.Pogoda (choć za ciepło jak na tę porę roku, start był o 15:00) i atmosfera imprezy dopisały.
Trasa składała się z czterech rund,więc kibiców,zwłaszcza na rynku i uliczkach doń prowadzących ,nie brakowało.
Oprawa muzyczna,też była na topie.Ciekawostką mogła być dodatkowa bramka ustawiona pod sceną.
Nieobowiązkowy"przelot" przez nią,oznaczał zgodę na obciążenie konta bankowego biegacza,na sumę 1 EUR(bądź wielokrotność),przeznaczoną na cele charytatywne. Oczywiście skutecznie zachęcani przez muzykòw,spikera i dzieciarnię,maratończycy zgodnie odbiegali od idealnej linii i przy akompaniamencie vivatòw,dawali z siebie "wszystko".
O biegu to by było na tyle,relację pisałem już raz, przed rokiem.Teraz trochę o jednym z uczestnikòw.
To,że do typów o atletycznej budowie ciała,nie należę,wręcz przeciwnie;sadełko na brzusiu,na boczkach i gdzieś tam jeszcze
,w nadmiernej ilości posiadam,to wiem.To nic nowego.Przyzwyczaiłem się już do skepycznych reakcji większosci ludzi,kiedy opowiadam o moim bieganiu.
Niektórzy uśmiechają się współczująco,inni zauważają,że maratończyk,kojarzy im się z bardzo szczupłą,wręcz kościstą sylwetką.Zawsze dodaję wtedy,iż biegam dla przyjemności,a nie wyczynowo i uśmiechając się mniej lub bardziej głupkowato,liczę na wyrozumiałość.
Tymczasem w sobotę po półmaratonie,w czasie przebierania się na parkingu,rozmawiania ze znajomymi i szykowania eis do odjazdu,dołączył do nas pewien obcy facet.
Miał ciemno opaloną twarz,szpakowate,perfekcyjnie przyczesane włosy,okulary bez ramy,wąsika i wielki brzuch.
Robił wrażenie,że ma chwilę czasu i z nudòw,chce sobie pogadać.Ponieważ nikt z nas nie zwròcił się do niego pierwszy,więc sam zagaił; "Ten Z4 to mòj" i wskazał ruchem reki na zaparkowaną obok czarną BMW-cę z otwartym dachem.
"To ładne autko",odpowiedział ktoś z grzeczności,ale to wystarczyło,aby facet zaczął swój monolog.W parę minut dowiedzieliśmy się jak funkcjonuje elektro-hydrauliczny dach, podwójne sprzęgło,sześcio-stopniowa skrzynia biegòw z manetkami przy kierownicy,ESP,ASR,Turbo itp.
Gdy skończył, było widać że oczekuje od nas reakcji.
Zapytany ,co tutaj właściwie robi(było teraz oczywiste,że nie brał udziału w żadnym z biegów),odpowiedział
"jak to co,jeżdżę moim samochodem! Wspaniale trzyma się drogi,ma niesamowite przyspieszenie.Czy jest coś piękniejszego od czucia prędkości i ciepłego jesiennego wiatru we włosach???"
Później wymienił szczegółowo,jakimi krętymi alpejskimi drogami ma zamiar przejechać Austrię,Włochy,aby przez Szwajcarię wrócić do domu.
Następnie zainteresował się naszymi skromnymi osobami ",a co wy tutaj robicie?" padło z jego ust. Nooo,no biegaliśmy.
(Dodam tylko,że jeden z moich znajomych,trenuje triatlon,jest niewysoki,ale widać na nim każdy mięsień, jak na modelu.Drugi to specjalista od wypraw rowerem górskim,od niedawna przechodzący na bieganie,szczupły,wysoki,taki wzorcowy maratończyk.)
" Ale jak to,po co i ile kilometrów? " - dopytywał się nieznajomy. Gdy usłyszał odpowiedź,że przelecieliśmy 21 kilometrów
,zmierzył nas po kolei, bystrym wzrokiem,jeszcze raz, potem kiwnął głowa w moją stronę i rzekł;
"Ale ten to chyba nie!?"
Moi koledzy ze śmiechu,zakrztusili się bezalkoholowym piwem i obwarzankami, ktòre akurat pałaszowali, mnie zatkało.
Na dodatek dotarło do mnie dopiero teraz,że na mecie nie wręczano medali.
Ot taki "niepotrzebny"bieg.
Dugi
Szerokość obrazka przekroczyła 480px i został on przeskalowany. Aby obejrzeć oryginał (640x427px) kliknij w obrazek