Tym razem tylko Jarząb i Kulbet dysponowali mocą i czasem oraz błogosławieństwem osób drugich aby zmierzyć się z dystansem 60-ciu km szlakiem przez Wysokie Tatry Słowackie.Kiedy udało Nam się pokonać korki rozpoczynającego się długiego weekendu,dojechaliśmy do granicy na Łysej Polanie.Tu muszę pochwalić Kulbeta za szacun dla pilota bo bez słowa skręcał gdzie mówiłem przez co w niektórych wsiach widzieli pierwszy raz samochód!bo i takie regiony zaliczyliśmy!:d Pozwoliło Nam to uniknąć bezsensownego stania,niestety drogi nie damy rady powtórzyć bo ciężko coś tak wymyślnego zapamiętać! Droga do Łysej Polany zastawiona po obu stronach bo cały kraj musi dotknąć Morskiego Oka,pewnie też krzyża na Giewoncie i Krupówek! Tuż za granicą totalny spokój.Dojeżdżamy bez problemów.Na parkingu gadamy o biegu żeby nie płacić,okazuje się że mamy wydzieloną strefę dla biegaczy za darmochę.Po minucie pojawia się znajomy słowak Laco z Formy Wodzisław,cieszymy się w duchu bo pomoże Nam załatwić nocleg w schronisku.Co prawda jesteśmy przygotowani do spania na zolu pod chmurką ale nie ma to jak spać w czystej pościeli.Jak na zawołanie pojawia się Jeep który dowozi Nas pod schronisko gdzie cieszymy mordki bo jest bajkowo.
Szerokość obrazka przekroczyła 480px i został on przeskalowany. Aby obejrzeć oryginał (800x600px) kliknij w obrazekWszystkie foty są z komóry więc jakość nie powala.Wchodzimy do salki w której są zapisy.Wita Nas z uśmiechem główny organizator Miro oraz drugi współorganizator.Odnoszę wrażenie że cieszą się że przyjechali Polacy,jak później się przekonuję cieszyli by się z przyjazdu albańskich pasterzy!Pozbywamy się 13 euro za pokój (54pln) i 15 euro startowego ( ~60pln)Dostajemy na szyję przepustki na PastaParty oraz talon na obiad po biegu,w pakiecie numer,otwieracz,i jakieś inne duperele.
Nocleg bez problemu bo schronisko prawie puste.W pokoju mamy kolejnych Polaków a są to AreK z żoną Agnieszką.Wychodzimy przed schronisko rozeznać gdzie start i w którą biegniemy,Laco pokazuje trasę a my od razu uśmiechy że będzie super przesrane! Kulbet daje przez komórę info Beacie o pięknym starcie!

Arek też startuję.Rzucamy bety i idziemy na PastaParty,znowu oddzielna sala,wchodzimy i od razu zaliczamy opad szczeny,czeka na Nas kucharz a na stołach dwa makarony na zimno,dwa na gorąco,trzy sosy do wyboru,dwa rodzaje sera do posypania,owoce,woda,piwo bez alko... i z,cistka,batony energ...i nie pamiętam co jeszcze!
Szerokość obrazka przekroczyła 480px i został on przeskalowany. Aby obejrzeć oryginał (800x600px) kliknij w obrazek
Szerokość obrazka przekroczyła 480px i został on przeskalowany. Aby obejrzeć oryginał (800x600px) kliknij w obrazekPo totalnym obżarstwie-bo repety można było brać bez końca idziemy na odprawę zawodników z pokazem filmów.Tam kolejny opad szczeny-pokaz całej trasy z rzutnika w 2D i omawianie gdzie skręcić,gdzie coś tam.Razem z Arkiem i Kulbetem stwierdzamy że słowacki nie jest podobny do polskiego i będziemy mieli bieg na orientację.Udajemy mimiką twarzy że wszystko kapujemy żeby chłop się nie denerwował.Wieczorem wychodzimy przed schronisko popatrzeć w niebo bo " trochę " więcej światełek niż w Katowicach.Znowu Nas zdziwko chapło bo z krzaków wyszedł lis i podszedł na 3 metry,łazi dookoła Nas a Kulbet straszy go i mówi coś o wściekliźnie.Lisek zachowuje się jak pies i dziwi się gestom Kulbeta.W schronisku dowiaduję się że są dwa i ciągle przychodzą.
Rano gadka-szmatka kto jaki syf będzie pił na trasie,ile go bierze i jakie gadżety do żarcia.W tym momencie brakuje Nam dr.Damka choć Arek też jest dobry.Za oknem dmuchają start.Dwa dystanse ( 33km i 60km )dwie godziny startu-my o 9.00 reszta o 10.00.Stoimy na starcie i już wiem dlaczego z radością witają zawodników bo wszyscy stajemy w pierwszym rzędzie-jest Nas 20!:d Tylko tylu masochistów było w okolicy z jednym rodzynkiem o imieniu Natalia!Na pierwszych dwóch kilometrach wznosimy się o ok 500m i robimy najwolniejsze 2km biegowe w życiu bo czas to 34min.:d Na górze cieszymy się widokami które będą Nam towarzyszyć przez następne 30km bo później wszystko równie piękne lecz z perspektywy żaby.Pogoda idealna,przynajmniej dla mnie bo jest ciepło a słońce co raz to przetacza się z chmurami.
Szerokość obrazka przekroczyła 480px i został on przeskalowany. Aby obejrzeć oryginał (800x600px) kliknij w obrazek

Trasa to prawdziwa próba dla biegaczy górskich którym śmiem się nazywać.Na trasie były kamyczki typu telewizor Rubin i szafa dwudrzwiowa,

kamyczki typu łosz kur ...m...!

były też mostki i schody
Szerokość obrazka przekroczyła 480px i został on przeskalowany. Aby obejrzeć oryginał (1200x1600px) kliknij w obrazekoraz szutry,grysy drobne i grube,ścinka leśna z wiórami,gałęźie,błoto,woda,trawa i dość dużo cholernego asfaltu który Nas podłamał i nie pozwolił się rozpędzić ze względu na buty trialowe.Były tylko trzy punkty z piciem ale rocznik '75 bo Arek też '75 -pije,myje i kąpie się w potokach i strumieniach a były co kawałek!Kulbet musiał dokonać niezbędnych zabiegów higienicznych bo muchy zasłaniały mu trasę!:r


Niektórzy przyszli ultrasi (tragarze) w Słowacji trenują naprawdę ciężko

No i fotka -Biały Kruk -zmęczony Kulbet!

Były miejsca gdzie przebiegaliśmy przez wiatrołomy z 2004 roku i faktem jest że cała okolica zmieniła się nie do poznania,
Szerokość obrazka przekroczyła 480px i został on przeskalowany. Aby obejrzeć oryginał (800x600px) kliknij w obrazekto ma też plusy bo otwarły się widoki z drogi na Tatry a z resztą przyroda zabrała i przyroda odda.
Szerokość obrazka przekroczyła 480px i został on przeskalowany. Aby obejrzeć oryginał (1280x960px) kliknij w obrazekOrganizator-Miro wjechał na pośrednią stację kolejki Lomnickiego stitu i wszystkich filmował,spotkaliśmy Go też kilka razy na dole,na bank jesteśmy na filmie który będzie dostępny na stronie.Reasumując-trasa bardzo wymagający,organizacyjnie niczego nie brakowało a przynajmniej górskim ultrasom,turyści na szlakach zatrzymywali się,schodzili na bok a często też dopingowali.Współzawodnicy bardzo mili i pomocni -jeden nawet wyciągał mi muchę z oka za co chciałem go puścić przodem ale powiedział : behnij i chytej muchy!:d
Obiad po biegu był wspaniały,a do picia była nawet Beherowka,wino,piwo i pewnie co by tam sobie nie zażyczyć.Właściwie dochodzimy do wniosku że nażarliśmy i napili za 30euro a zajebisty bieg mieliśmy gratis.

Miłe słowa na mecie że jesteśmy -prze lisy! -to chyba dobrze?! a w Jeepie na dół pochwałka od zawodnika że pokazaliśmy jak się biega.-dobrze że facet nie widział ile potrafimy przejść podczas biegu!:d
Startowaliśmy z garstką słowackich wyjadaczy wśród których Naszą obecnością zwiększyliśmy rywalizację.Z rozmów przy stole wynika że chcą aby imprezy się rozwijały ale popyt mają lichy.Nie wierzyli że u Nas na Żar,Pilsko wbiega 500 osób a na Maratonie Karkonoskim 185.Zapraszaliśmy na Rzeźnika gdzie 194 zespoły dwuosobowe walczą przez 78km -ale im się oczka świeciły!:r
Żałujemy że nie byliśmy wcześniej na Fatra Mountain Ultramarathon bo do mety dobiegł tylko jeden zawodnik-ciekawe co tam się działo?!:? Z wyników wywnioskowałem że ten gość jakimś cudem był przed Nami!:H
Impreza ze względu na małą frekwencję i kameralność nie przewiduje bajerów typu koszulki czy medale.;be aż mi się żal zrobiło tych słowackich " ultragórali "jak sobie pomyślałem o Naszych rozpieszczonych biegających rodakach.Nie wiemy jak wyglądało losowanie naród i co było,spieszymy się bo czeka na Nas jeep na dół a warto zdążyć na niego bo 40 min z buta po asfalcie mieliśmy z głowy.Sam start to przygoda i raczej pewne jest że się tam pokaże za rok.Chyba wiem kto jeszcze ma tam porachunki do załatwienia.
Ps Dzięki Kulbet że towarzyszyłeś mi te końcowe 27km!:d:d:d