Mimo propozycji Pikkota - nie wybraliśmy się na hałdy. Nie wszyscy mieli czas. Na początku zjawili się: Przemo, Janusz (już trochę rozbiegany), KrzysztofG, Cotton, Pikkot (na rowerze, z plecakiem pełnym wody), Kulbet i Sh+ i ja.
Pierwsze kółko zrobiliśmy w wyżej wymienionym składzie.
Potem drugie kółko: ścigający się trochę Krzysiek i Janusz, oraz ja podtrzymywany na duchu przez Pikkota.
Potem, już tylko z Januszem, zdecydowaliśmy się na trzecie, nieco dłuższe kółko. Miało być już tak na luzie, a było jak zawsze. Bo co jest na luzie dla Janusza - dla mnie było prawie na maksa. Janusz biegł sobie na I zakresie, a ja tak między II a III. Tętno miałem w okolicy 175-185. To trzecie kółko też sie troszkę wydłużyło i moja 305'ka zanotowała: 10,6 km.
Nasze rozmowy wyglądały mniej więcej tak:
- Andrzej, oddychaj głęboko, kontroluj oddech.
- OK, yyyyy, yyyyy, yyyyy...
Osobiste podsumowanie: na treningu nabiegałem 19,9km ze średnim tempem 4:55, czyli szybciej niż w zeszłorocznym półmaratonie 4energy. A z drogą na Dolinę i z powrotem: 25,9km. Ała...
Tym razem jako CC-1A Pikkot, czyli cysterna cyklistyczna wziąłem udział w treningu na dolinie. Warto napisać, że pogoda była dziś świetna na trening. Około 15 stopni i brak opadów. Nawet nie wiało mocno. Z tego rzadkiego ostatnio prezentu natury skorzystali: Andrzej, Janusz, KrzysiekG, Kulbet, MichałK, Przemo i Shplus(tak!). Nie będziemy liczyli, kto ile pętli przebiegł, ale niektórzy rekreacyjnie jedną, inni po 2 zwykłych ruszyli na 3 mocno wydłużoną. Tu jest świetne miejce na zdjęcie z aparatu, który miałem ze sobą, ale zostanie puste, bom głupi zapomniał go użyć.