Są takie wydarzenia, które - przeżyte wspólnie - muszą się zakończyć przyjaźnią [...].J.K. Rowling Harry Potter i Kamień Filozoficzny
Wydarzenie: Sztafeta Polska Biega, 4-9 maja 09, trasa: Piątek-Cieszyn.
Osoby:
August Jakubik, Marysia Kawiorska, Darek Duda, Andrzej Kolisz, Wojtek Staszewski, Piotr Krawczyk, Czesław Fluder, Beata Sadowska, Małgorzata Rydz, Michalina Preisner, Michał Skwirut, Tomek Lewicki, Jacek Bednarek, Agnieszka Pilawska oraz przedstawiciele WKB Meta Lubliniec, Zabieganych z Częstochowy, klubu Arturówek Łódź i wielu, wielu innych dołączających na trasie.
Szerokość obrazka przekroczyła 480px i został on przeskalowany. Aby obejrzeć oryginał (640x426px) kliknij w obrazekGdy Bohdan Witwicki napomknął mi w rozmowie, że Paweł Januszewski kompletuje składy do sztafet i szuka biegających kobiet, wahałam się może ze dwie minuty. Szybka wymiana maili, dwa telefony, trochę szukania w internecie i właściwie sprawa była załatwiona. Domknęłam kilka spraw w związku z Maratonem Silesia, wrzuciłam do torby buty, kosmetyki i trochę cywilnych ciuchów (wszystkie związane z bieganiem zapewniała Puma) i w drogę:)
We wtorek wczesnym rankiem zameldowałam się przy Pałacu na miejscu zbiórki. Część znajomych już tam była: Marysia (niestety bez słynnej blachy sernika) Dario, August, Tomek, powoli schodzili się następni. A później wszystko potoczyło się błyskawicznie: nadjechały jakieś busy, wyłonili się kapitanowie sztafet, pojawiły się znane osobistości. Krótkie dyspozycje, rozdział przydziałowego sprzętu i w drogę:) kierunek-Piątek. Gdy wchodziliśmy w pośpiechu na schody podium rozstawionego w rynku miałam wrażenie, że w geometrycznym środku Polski cała Polska (przynajmniej ta lubiąca bieganie) zebrała się, żeby nas przywitać. Przemówienia, wywiady, uśmiechy do kamery, wpisy w księdze pamiątkowej, uściski rąk.
Formujemy się w sztafety i na dany sygnał, odprowadzani przez młodzież rozbiegamy w cztery strony świata, do miast granicznych.
Zaczyna się przygoda.
Pierwszy raz śpię w jednym pokoju z Gwiazdą. Obawiałam się trochę jej towarzystwa, jak się okazuje całkiem niepotrzebnie. Beata jest dziewczyną, która wie, jaką rolę pełni w danej chwili. Teraz nawet kładzie się spać wcześniej niż cała ekipa , bo jutro do niej należy pierwszy odcinek a chce przebiec 16 kilometrów. Profesjonalistka.
Na ogół spotykamy się z życzliwością i zrozumieniem postronnych obserwatorów. Czasem zdarzy się na trasie malkontent, który ze wzgardą rzuci za nami: no i na to są pieniądze? No i jak mu wytłumaczyć że tak, są na to pieniądze a przynajmniej powinny się znaleźć? I, że zawsze taniej zapobiegać niż leczyć. Że pieniądze zainwestowane w sport przyniosą więcej zysków niż te utopione w wszelkiego rodzaju programy naprawcze, że wędka to więcej niż ryba, że im więcej dzieci na boiskach/ bieżniach/pływalniach tym mniej zdewastowanych przystanków i okradzionych staruszek, że taniej utrzymać obiekt sportowy niż schronisko dla nieletnich, że lepiej wydać pieniądze na buty i dres i niż tabletki przeciwbólowe i środki antydepresyjne?

Stąd już tylko kawałek, słyszę od sympatycznej policjantki eskortującej nas na ostatnim odcinku do hotelu w Bełchatowie. To dobrze, bo akurat dziś nie najlepiej się czuję, chciałabym już położyć się w suchej, czystej pościeli. Jakieś trzy kilometry. Ok, jeszcze dwa i zaczniemy ostry finisz. Finiszujemy tak i finiszujemy, a pani policjantka dodaje otuchy: to już naprawdę blisko. Ja, yhm...Dochodzi do mnie, że to blisko to w wydaniu góralskim. Górala nie ma sensu pytać panie, ile do Zakopanego? bo wiadomo, co odpowie, niezależnie od dystansu i stopnia trudności.
Po tym doświadczeniu ściągam zegarek (założę go dopiero w Katowicach) i przestaję się przejmować wskazaniami gps-u. Odtąd zawsze już wszędzie będzie blisko.
Wieczorne zebrania to osobny rytuał. Dzielenie odcinków. Ale też wymiana wrażeń i doświadczeń. Chłonę nowe wiadomości: starsi koledzy to skarbnice wiedzy. Dowiaduję się wiele o sposobach przypinania numeru startowego, wiązaniu butów, radzenia sobie z kryzysami czy przełamywaniu kolejnych barier. Rozmawiamy też o innych ważnych sprawach (bo w końcu ile można nawijać o bieganiu?) i to jest dopiero cenna wiedza.
Przy okazji okazuje się, że wcale nie tak bardzo nie lubię piwa: są okoliczności w których nabiera szczególnego smaku.
Do tej pory na znakach pojawiały się niewiele mówiące mi nazwy. Jakiś Dłutów, jakiś Wadlew, Pabianice, nawet Łódź była obca. I nagle teraz: Koszęcin, nadleśnictwo Brynek, Kalety:) to przecież prawie jak w domu, moje tereny:) Coraz więcej zieleni, coraz bardziej znajomo, przed Boronowem przecieram oczy ze zdziwienia: po drugiej stronie szosy koledzy z Mety Lubliniec:) co za spotkanie:)
Miasteczko Śląskie zasługuje na osobny rozdział.
Wszędzie witani byliśmy z większą bądź mniejszą pompą ale Miasteczko witało nas sercem.
Bardziej oficjalnie sam burmistrz, pan Bronisław Drożdż, żywiołowo Bernadeta Kowalska z zespołem a chlebem i solą panie z Wielopokoleniowego Zespołu Folklorystycznego Brynica.
Szerokość obrazka przekroczyła 480px i został on przeskalowany. Aby obejrzeć oryginał (640x480px) kliknij w obrazekChoć zmęczeni, tańczyliśmy wspólnie z Bernadetą oraz dziećmi z MOKU-u, które specjalnie na tę okazję przygotowały program artystyczny. A po obiedzie Józef Jędruś, finalista konkursu Po naszymu, czyli po śląsku, specjalnie dla nas wygłosił jeden ze swych monologów.
Dziś trochę odbiegam myślami od mojej sztafety. Jutro na dolinie ważna klubowa impreza, dzień później bieg w Bielsku, w którym bardzo chciałam wziąć udział. Właściwie dzisiaj mogłabym się odłączyć (tak zresztą początkowo zastrzegłam w zgłoszeniu) O, akurat nadjeżdża piątka (z rynku dowiozłaby mnie niemal pod same drzwi) Ważę za i przeciw.
Sorry, Magurko-rozprawię się z Tobą innym razem.
Powoli, niepostrzeżenie stajemy się drużyną. Wyczuwamy nastroje a myśli łapiemy w pól słowa.
Czasem śmiejemy się jak wariaci w zbiorowej głupawce ale gdy wymaga tego sytuacja milczymy; nieraz gesty wyrażają więcej niż słowa.
Działamy jak dobrze zaprojektowany mechanizm. Sprawnie, z minimalnym nakładem sił, bez zbędnych kosztów. Jasne, że pojawiają się konflikty, ale naprawiamy je na bieżąco.
Tkwimy w korku. I to akurat wtedy, kiedy strasznie się spieszymy na spotkanie z bardzo ważną osobą. Do tej pory policja zawsze nas eskortowała i to my byliśmy pierwsi i najważniejsi na drodze. Tym razem musimy ustąpić biegaczom. Nawet tym, którzy już słabną, przechodzą do marszu, coraz bardziej nas hamują i powodują coraz większy korek. A nam tak strasznie się śpieszy właśnie teraz. I nic nie możemy zrobić...Bieganie daje poczucie szczęścia, winduje ego ale też uczy pokory.
Cieszę się z Tu i Teraz. Znajduję radość w spotkaniach z ludźmi, prawie wszędzie trafiam na kogoś znajomego. To jeszcze jedna z zalet biegania: nawet w nowych miejscach nie czuję się obco, bo wiem, że gdzieś czeka bliski człowiek. Czasem to ktoś już znajomy, czasem znajomy znajomego a czasem znajomy, który dopiero czeka na odkrycie.
Odnajduję też radość w chwilach samotności. Nie ma ich zbyt wiele, bo od wtorku żyjemy trochę jak w cygańskim taborze. Tym cenniejsze to chwile. Momenty, które mam tylko dla siebie, bez zegarka, bez presji, czas na przemyślenie ważnych spraw. Czas na parkowanie pod słońcem.
Trochę się bałam tej ekstremy. Najbardziej - towarzystwa gwiazd, blasku fleszy, wywiadów dla telewizji i wypowiedzi dla prasy. Na szczęście bardzo szybko okazało się, że role są ściśle rozdzielone. Do udzielania się w mediach byli wyznaczeni inni. Ja miałam biegać i się tym bieganiem cieszyć. I tę radość starałam się przekazać dalej: dzieciom zgromadzonym na szkolnych boiskach, grupom uczniów przyłączających się do nas na trasie, początkującym biegaczom i tym już próbującym swoich sił w startach. I jeśli choć kilkoro z nich udało mi się przekonać to cała akcja miała sens.
Szerokość obrazka przekroczyła 480px i został on przeskalowany. Aby obejrzeć oryginał (640x426px) kliknij w obrazek