2009.03.07 - 131 czyli ..............
Sobotnie Herz-klekoty
W ostatnią sobotę trening był. Skoro jednak nikt go nie opisuje - ja to uczynię.
Trening upłynął pod kątem przygotowań do Powitania Wiosny - na początek oplakatowaliśmy słup na parkingu. Do tego momentu szło mi dobrze.
Później wraz z JanuszemS i KrzysztofemG ruszyliśmy na trasę. Powiedzieli, ze planują zacząć tempem 4:20, (albo 4:30) na km (z wrażenia aż nie pamiętam) i spytali, czy dam radę. Ja powiedziałem, że raczej nie, ale spróbuję, żeby się przekonać. Wytrzymałem z kilometr może trochę więcej. Potem trochę zwolniliśmy (trochę !!!). Janusz nas zostawiał i podbiegał pod wszystkie górki, a im stromsza - tym szybciej. Krzysztof natomiast biegł ze mną i patrzył, czy mi się skala na pulsometrze nie kończy (utrzymywałem ok. 180) i kiedy będzie musiał mnie ratować. Pierwsze kółko przebiegliśmy w tempie 4'44''/km (wg moich obliczeń). Jako że chciałem jeszcze jadno kółko pobiec, ale już nie byłem w stanie - koledzy zaproponowali przerwę na rozciąganie. Wtedy dołączył do nas Zdawek. Po dłuższej chwili rozciągania moje tętno wróciło do normy więc pobiegliśmy drugie kółko, trochę wolniej (4'52''/km). Janusz po drodze został na swojej ulubionej (największej górce), a ja znowu ledwo dokulałem się do parkingu. Po kolejnym odpoczynku udałem się wolnym biegiem do domu, a Krzysiek i Zdawek pobiegli sobie biegać kolejne kółka, trochę szybciej, bo już beze mnie. Nie wiem ile nabiegali, może jeszcze biegają?
Andrzej
3 Komentarzy ·
333 Czytań ·