Jeden telefon od Damka i dałam sie wyciągnąc na Bieg Trzech Jezior w Trzemesznie, dystans 15 km to w końcu nie tragedia...Tymczasem nadeszła zima stulecia. Troche mnie to zmartwiło, bo miał to być mój debiut w kategorii K30, raczej nie było sie z czego cieszyć, ale też nie można w takiej chwili dać ciała!!! W każym razie zawody warte odnotowania, mimo że bardziej ze smutku niz z radości, bo czas leci nieubłaganie...:))
W piątek 13-go w składzie Damek, Tytus, Miłosz i Ja wyruszuliśmy w kierunku Poznania, droga była mozolna, trudna i śliska, cała podróż zajęła nam 8 godzin! Na miejsce dotarliśmy po godz. 23, nie bardzo miało sens o tak późnej porze rozkładać sie na hali wśród wypoczywających przed biegiem zawodników i zaryzykowaliśmy spanko na korytarzu. W sumie została nam godzinka do Walenia-tynek, więc reszta wieczoru upłyneła nam przy obmyślaniu prezentu. Nie zdradze jakie to miały być wspaniałości, ale obok naszego legowiska stała maszyna o wymownym tytule " rozpal zmysły ". Moje zmysły na szczęscie szybko mnie opuścily i poszłam spać a Paniowie pozostali chyba przy swoich obmyślaniach...:)
Zawody zaczęły się dosyć nietypowo, bo od ważenia grubasów. BMI 30 dawało szansę do rywalizacji w kategorii Mistrzostw Polski Grubasów.

Musze z żalem przyznać, ze Ja do tej konkurencji nie podeszłam, bo nawet najsmielsze obliczenia dawaly mi BMI zaledwie 19

Damek też uznał, że jeszcze musi sporo przytyć. Ale nasz kolega Tytus (szczęściarz) po całym procesie mierzenia, ważenia, komisyjnych obliczeń, w samych slipach i w światłach kamer załapał sie do tej rywalizacji

Na mecie stanęło 654 zawodników. ja to sobie chciałam potraktować jak lepszy trening, ale moi towarzysze podróży od razu dali mi przykaz, że mam pokazać jak biegają hanyski! Wcale nie było mi do śmiechu, bo nawaliło kupe śniegu przez noc. Damek był chory nie na żarty, wiec nie było co liczyć na jego pomoc. Mimo to łyknął trochę leków i zadeklarował, że ze mną pobiegnie na początku



Było dosyć cięzko. Siedliśmy na plecach jednej rywalce w Warszawy. Twarda była, bo wyprzedałam ją 3 razy, 2 razy pod górke z Damkiem, ale jeszcze mnie doganiała jak było z górki (twardzielka!). Potem Damek odpuścił, co w jego stanie było oczywiste. W sumie 10km zrobiliśmy w 45'. Ja postanowiłam przyspieszyć, mimo tych niesprzyjących warunków (bohaterka:) a po 12km postanowiłam ostro zafiniszować, co by mnie już ta koleżanka nie dogoniła. Co tam 3km! W sumie ucieczka mi sie udała. Jeszcze chwilke czułam oddech rywalki na plecach, potem wyprzedziłam kolejną, ale ta wybitnie osłabla i miałam w zasięgu wzroku jeszcze jedno dziewczę, ale niestety już do mety było blisko, w dodatku po tych leśnych ścieżkach wbiegliśmy na oblodzoną ulice no i nie dałam rady jej dogonić.
Powiem szczerze, ze naprawe nie chciało mi sie biec! nie wiem, coś chyba jest w tym śląskim powietrzu, że tu przyjemniej sie biega

Gdyby nie mobilizacja Damka to pewnie bym tak nie pogrzała.
Nagroda była zacna i naprawde wypocona...bardzo ładna statuetka do kolekcji, za III miejsce w kategorii

Szerokość obrazka przekroczyła 480px i został on przeskalowany. Aby obejrzeć oryginał (640x480px) kliknij w obrazek
Dodam tylko, że moj czas 1:07:52. Natomiast najszybszym grubasem został Zbigniew Miciak z Golubia-Dobrzynia (1:05:31). Drugie miejsce zajął Jan Łuc (1:07:25) a trzecie Piotr Tyczyński (1:08:38). Tu dopiero jest czego pogratulować!
Powrotna podróż znów była dosyć mozolna, wszystkie drogi zasypało. Szczęśliwe dotarlismy do domu. Mam nadzieję, ze Damek sie kuruje dalej przy pomocy trunków rozgrzewających

))