Zaczęło się niewinnie... ugadaliśmy sie na wspólne imprezowanie, żeby zacieśnić biegowe więzy i korzystając z mozliwości noclegu zaaklimatyzować się oraz wyspać przed biegiem...
... ale na planach sie skończyło...

przyjechaliśmy ekipą doliniarską już około 15 prowadzeni na miejsce przez niemiecką esesmankę ze szpicrutą,
na miejscu okazało się, że nikogo nie...
choć pozostał ślad po biegowych bracie Ciutku - rezerwacja namiotu, po odebraniu pakietów i zajęciu najlepszycj łóżek w naszym doliniarskim namiocie postanowiliśmy w pełnym składzie (ja, lecho, agawa, basia i jarząb) zjeść posiłek bogów...
trafiliśmy na rynek w Rudawie, a tam na miłą knajpkę...
.. kto był ten wie, że największym błędem, jest stać w kolejce za jarząbem... zawsze trzeba być przed nim!

zamówiliśmy papu, wypiliśmy piwko i zaczeliśmy imprezowanie

... spędziliśmy tam troche czasu, ale nasza biesiade przerwała justycja, która domagała się naszego powrotu do bazy... jakieś ognisko, biegacze, zawody... no to wróciliśmy zachaczając o spożywczy punkt odżywczy

... powrót na ognisko okazał się trafny, zjawiła sie brać biegowa, głównie z MP, było trochę mocnego alko (nalewka teścia, śliwowica), piwa i kiełbasek...
imprezowanie rozkręciło się na dobre, ale wiadomo... mirza, ib, dom, ciutek, treborus, heniu i grażynka, admin, leśny czy pozostali to osoby nie od parady... a zapomniałem o adamusie, ale on coś mało pił

... co było później nie opiszę, po prostu dobrze się bawiliśmy - kto był ten wie,a kot nie ten niech żałuje..

... poszliśmy spać po 1oo, chodź właściwie to przenieśliśmy się do namiotu posłuchać monologu jarząba

gdzieś tak o 4oo była pobudka... i wtedy zdaliśmy sobie sprawę, że przyjechaliśmy imprezować, a nie się ścigać...

.. a więc znowu zaczeliśmy gadac, grzać się przy ognisku
czy po prostu biegać i budzić innych....
około 8 impreza zaczęła sie kończyć, Helga zarzekała się,
że nie wyjdzie za niemca, przyjechali inni doliniarze,
a my zaczeliśmy się rozgrzewać...
... potem jeszcze był jakiś półmaraton, ale to mało ważne,
bo przecież nie on był najważniejszy w tym wyjeździe...
... ach, szkoda, że trwało to tylko dwa dni...
impreza przednia i koniecznie do powtórzenia..

auta nikt z nas nie wygrał, ale po co rozpaczać, zgarniemy je w przyszłym roku
jak benzyna stanieje
