2007.10.20 - 45 trening na dolinie
Krótka relacja z 45. jubileuszowego Treningu Doliniarzy.
Po części pierwszej, na którą składała się
- uroczystość oficjalna połączona z wręczeniem prezentów, wymianą poglądów, sesją zdjęciową oraz zapewnieniami o wzajemnym szacunku i chęcią kontynuowania tak pożytecznych spotkań;
- rozgrzewka, kierowana przez naszego (dotąd) Gościa Bohdana, a od dzisiaj Honorowego Doliniarza, i złożona z truchtu przodem poprzez Dolinę, zestawu skipów i przebieżek;
- bieg zasadniczy obunóż, prowadzony w atmosferze sprzyjającej integracji biegaczy i koordynacji nieodległych planów startowych;
- akcja schładzania organizmów, rozgrzanych realizacją poprzednich punktów programu, polegająca na aktywnym rozciąganiu kończyn i tułowia, jak również biernym rozglądaniu się wokół, w podziwie dla otaczającej nas doliniarskiej przyrody.
nastąpiła część druga, postanowiona, zaplanowana, przeprowadzona i zakończona sukcesem przez ograniczoną już, niestety, liczbę osób doliniarskiej społeczności, a mianowicie Agnieszkę, Darka, endorphiner17;a, shplusa i niżej podpisanego.
Po niezbędnym okresie regeneracji po cz.1, po wzmocnieniu tradycyjną herbatką Janusia (dziękujemy!) i po zapakowaniu całego niezbędnego w wyprawie sprzętu do plecaczka Agnieszki i zarzuceniu jej tegoż na plecy, wyruszyliśmy, poprzez leśną głuszę, w kierunku słynnej Rybaczówki. Prowadził, jak zwykle, shplus, zapewniając nas, że każdy może tak szybko biegać. Wystarczy opanować właściwą technikę pracy rąk podczas biegu (co zrobić z rękami, kiedy się nie biega, tego już nie powiedział). Najpojętniejsza okazała się Agnieszka, więc na niej, jak z wykle to bywa z prymusami, shplus skupił swoją uwagę. Nic dziwnego, każdy lubi widzieć efekty swojej pracy. Niosły się więc przez las zdecydowane okrzyki rręce!r1; oraz świst rozcinanego powietrza podczas demonstracji właściwych ruchów przedramion. Nawet nie wiadomo kiedy (tak nam ta droga szybko minęła), z gęstwiny wyłoniła się Rybaczówka. Nie skorzystaliśmy jednak z jej gościnnych podwojów, rzuciwszy tylko tęsknym okiem na reklamy izotoników, ruszyliśmy w drogę powrotną. Dużo by opowiadać o przygodach, które grupa przeżyła przemierzając knieję, dość, że spaleni jesiennym słońcem, ogłuszeni rozmaitością kolorów, wysmagani wichrami, technicznie prawie doskonali powróciliśmy na łono Doliny.
I to by było na tyle, jak mawiał prof. J.T. Stanisławski.
- autor - Sławek_K
XXXXV Trening, stawili się: wszyscy na zdjęciu + jeszcze kilka osób.
Tradycyjnie trening opierał się na bieganiu. Bohdan robił za 1st trenera no i chyba mu to nieźle wychodziło. Na początek długa prosta, potem pod górkę. Tu wstrzymał lecz tylko na chwilkę, po serii ćwiczeń polegających na rozciąganiu, wykonaliśmy kilka przebieżek z narastającą prędkością (termin przebieżka oznacza - szybciej niż zwykle). Potem jeszcze trochę pobiegaliśmy... i to by było na tyle.
Ale nie dla nas. Ja, Sławek, Endorfiny, Szanowna Aga_ i 2nd trener kontynuowaliśmy właściwą część treningu ... kilkanaście kilometrów porządnego biegania w stronę. Nic nas nie mogło powstrzymać , prócz pociągu ale daliśmy radę. Aga_ nie będę pisał o pracy rąk bo co się mam czepiać ale wiesz że to do poprawki.
Reasumując, może się powtarzam ale kto nie był niech żałuje.
- autor - shplus

Dodane przez
PawelM
dnia 25 październik 2007 23:10
2 Komentarzy ·
237 Czytań ·