Szwagier nie rodzina a jednak rodzina .Esemesem poinformował ,że będzie i był .
Spotkaliśmy się po drodze biegnąc w kierunku punktu zero (śniadanie na trawie) i już zaczęły się pogaduszki bo tempo biegu na to pozwalało ja chwaliłem się dziwną metodą leczenia kontuzji plastrami a Rafał opowiadał jak to go jebie w kostce. I tak zleciało do samej doliny.
Na dolinie jak zawsze uśmiechnięta czekała Ela na swoją obiecaną przeze mnie lonże (przyrząd do asekuracji)-myślę, że jest zadowolona.
Miałem taką małą nadzieję ,że jak nikt się nie będzie deklarował na forum - to będą wszyscy jednak tym razem było zupełnie inaczej .Tak jak wyżej wspomniałem była Ela , Łukasz oraz Krzysiek wraz ze swoim synkiem Jasiem , Rafał no i ja . Po dostosowaniu lonży do Eli rozstaliśmy się na dwie grupy .Jedna biegnąca do domu (Ela i Łukasz) no i grupa skierowana na hałdę. Byłem pełen obawy czy Krzysiek poradzi z wózkiem ale chłop ma kupę mocy do pchania swojego synka i nie straszne mu były przejazdy kolejowe , wertepy oraz różnego rodzaju podbiegi i zbiegi (hamulce tarczowe w wózku działały ). Odcinek do hałdy minął niczym z bicza strzelił. Pod hałdą został Krzysiek i ja ze szwagrem zdobyliśmy szczyt , biegusiem . Po naszym zbiegu z hałdy obudził się mały Jasio i potruchtaliśmy w stronę doliny.
Dziś w okolicach naszych terenów biegowych było rewelacyjnie pusto .Pewnie wszyscy się skumulowali w skałach lub na Krupówkach (dobrze wam tak) . Takie mamy czasy.
Urobiliśmy jakieś 18 km w tempie rozmowy i myślę ,że było super a na koniec treningu spotkaliśmy siostrę Agnieszki , która z opuchniętą kostką wędrowała do rodziców (szybkiego powrotu do biegania życzymy- Aniu) .
Na tym trening sobotni zakończyliśmy myśląc o jutrzejszych wzmaganych doliniarzy na CRCOVIA MARATON.
ps
Dokonały się pewne zmiany wyjazdu na RZEŹNIKA ; czytaj w odpowiednim poście już niebawem
Pozdrawim -kulbet
