Cokolwiek potrafisz lub myślisz, że potrafisz, rozpocznij to. Odwaga ma w sobie geniusz, potęgę i magię
Johann Wolfgang von GoetheSpontaniczne odliczanie, wibrujące w powietrzu słowa: trzy, dwa, jeden...delikatny wystrzał startera, dźwięk włączanych stoperów i barwny tłum biegaczy ruszył spod bramy głównej Uniwersytetu Warszawskiego.
Szerokość obrazka przekroczyła 480px i został on przeskalowany. Aby obejrzeć oryginał (800x600px) kliknij w obrazekNa początku stawki usytuowała się liczna ekipa Mety Lubliniec w charakterystycznych białych koszulkach. Za nimi całe tabuny zgoła 2600 zawodników. W tym dzikim tłumie 3 doliniarzy-szybkobiegaczy z Doliny Trzech Stawów...
Hudikson, niedawno jeszcze w roli organizatora jednej z najciekawszych imprez biegowych na Śląsku - II Bieg Powitanie Wiosny. Szczególnie bliski nam doliniarzom bieg, bo trasa wiedzie dokładnie w miejscach wydeptanych przez nas na cotygodniowych treningach, gdzie każdy zostawia za sobą smutki i problemy a na twarzach gości uśmiech, w sercu tylko radość.
Szpaq, który jednak dotarł punktualnie na start pomimo moich poważnych obaw

Nie do końca jeszcze obudzony, nie zapoznany z nowym letnim czasem, ani też nie do końca przekonany, że ukończy ten bieg, ale jak zawsze uśmiechnięty, życzliwy, wyluzowany i gotowy do współpracy z każdym....
Szerokość obrazka przekroczyła 480px i został on przeskalowany. Aby obejrzeć oryginał (600x508px) kliknij w obrazekJa, z lubieżnym spojrzeniem na tabliczkę z napisem 1:30 (!!!). Na szczęście trudno już było przepychać się przez ten nieokiełznany tłum, aby choć dotknąć marzeń...
Szerokość obrazka przekroczyła 480px i został on przeskalowany. Aby obejrzeć oryginał (600x400px) kliknij w obrazekCoś jednak podpowiadało, że trzeba ich gonić i goniłam tak przez 21.097 metrów... Już od jakiegoś czasu w głowie powstawały skomplikowane procesy myślowe, obliczenia i zimne kalkulacje, które dawały mi realne szanse na zrobienie 1:35.
Plan Skarżyńskigo " Maraton poniżej 3 godzin " który robie od listopada ub. r.. W tygodniu trening zgodnie z planem, choć czasem dosyć leniwie i zachowawczo, w weekendy zamieniany na wycieczki po górach. Tym sposobem w lutym opuściłam wszystkie BNP. Potem w ostatniej części planu BPS do Dębna wyczytałam że skoro nie wykonałam tej istotnej części przygotowań jaką jest bieg z narastającą prędkością to na maratonie pojadę na chrzczonym paliwie (Z góry gratuluje tym co zrobili ten plan 100%, gdziekolwiek teraz są!?. Ci, co się trochę bali i oszczędzali tak jak Ja pewnie jeszcze żyją!).
Mirek, mój biegowy psycholog , wie prawie tyle o moim bieganiu co Ja sama, a walczy z moją głową jeszcze silniej niż Ja kiedykolwiek, rzucił tylko hasło " Zrobisz w Warszawie 1:33 ", nie dając żadnych widełek. Ale żeby nie było tak nudno jak na Powitaniu Wiosny, gdzie z założenia miało być ni mniej ni więcej tylko 1:05, tym razem, wśród wszystkich optymistycznych i dobrych słów, nie powiedział jak mam to zrobić. Jedna tylko wskazówka utkwiła mi w głowie " Daj z siebie wszystko! "
Tego dnia nie bardzo czułam luz, raczej jeszcze zmęczenie po wtorkowym dosyć ciężkim treningu, już w środę nie zrobiłam nawet połowy tego, co w planie, w czwartek tylko basen, piątek wolny...Wreszcie w sobotę trening na dolinie, który pozwolił na chwilę się wyluzować psychicznie i uwierzyć w siebie, bo wielu doliniarzy obiecało trzymać mocno kciuki

Zatem bieg rozpoczęłam ambitnie i z silnym przekonaniem, że zrobię dobry wynik. Po 22' byłam już po 5 kilometrze i ciągle wyprzedzałam wielu biegaczy, to mnie jednak nie bardzo było w stanie pohamować. Wtedy też spotkałam pierwszą zawodniczkę, która zarzuciła mnie pytaniami " skąd jesteś? " " jaka kategoria? ", " jaki miałaś czas w Katowicach na 4Energy? " itd...Nie bardzo miałam ochotę na takie dyskusje, bo koleżanka wydała mi się lekko męcząca i trochę " nawiedzona ", więc pobiegłam trochę szybciej żeby ją zgubić. Ona chyba też uznała, że nie jestem normalna po tym jak usłyszała, że moja życiówka to 1:56. Chciałam nawet jej powiedzieć, że wtedy biegłam w ekipie Mirasa, Damka i Szpaqa, że było super, wspaniale i zabawnie, ale pewnie by nie zrozumiała.
10 km łyknęłam jak młoda tygrysica, myśląc ze czas przyspieszyć bo 1:30 będzie dziś moje! Ale na 11 km kończy się drapieżna opowiastka...chyba przez to ciągłe magiczne przyspieszenie. Na podbiegu zaczęła się walka z kolką, wyrzuciłam z siebie trochę przekleństw i w sumie męczyłam tą kolkę do 15 km, wtedy spojrzałam w amoku na swój zegarek, było 1:05, pomyślałam " nie jestem normalna! ", " nie ukończę tego biegu! ". Nadeszło zawsze tak lubiane i wspaniałe w moim wykonaniu zwątpienie. Życie ze mnie uszło, wiedziałam już ze skończył się ostatni luźny krok i zaczyna się walka...o utrzymanie prędkości, o nie myślenie o zmęczeniu, o nie analizowanie braku wytrenowania.
Szerokość obrazka przekroczyła 480px i został on przeskalowany. Aby obejrzeć oryginał (800x600px) kliknij w obrazekNo dotarło wreszcie, że nie jest to żadna pieprzona superkompensacja tylko superzałamka...Było jeszcze lekko pod górkę, potem długa prosta, niby zbieg, Ja tylko wypatrywałam kolejnych tabliczek z kilometrami, patrzyłam na stoper tak bardzo pragnąc go pchnąć do przodu, " jeszcze tylko 15 minut biegu "...to było najdłuższe 15 minut w całym moim życiu. Wiedziałam, ze jeszcze mam szanse na 1:31....ale poddałam się

Na ostatnich kilometrach wszyscy mnie wyprzedzali! Próbowałam się kogoś uczepić, jednak nie dałam rady. Miałam ochotę stanąć i płakać pod Mostem Poniatowskiego na ulicy Solec. Jeszcze ta myśl o maratonie " jaki maraton? przecież ja nawet tej połówki nie ukończę!!! " Na 19 km gadałam do siebie " Dasz rade! " x 5!!!! Tam złapałam się jednego biegacza jak tonący brzytwy się chwyta...biegniemy ramię w ramię. Wbiegamy w tunel gdzie świat jest pomarańczowo-rudawy, właściwie jaki świat ? droga dwupasmowa i My skończeni WARIACI! Za tunelem górka, maleńki podbieg, kolega się nie poddaje, ale ja zwalniam i odpuszczam, mówiąc do siebie w myślach " dupa " x 5!!! Wreszcie ostatnia prosta, widać już metę, nie jestem egoistką, więc przestaje myśleć o sobie tylko mocno myślę o tym, co powiedział Mirek, czuję, że muszę powalczyć o te 1:33, przyspieszam i daję z siebie więcej niż wszystko. Udało się.... Nawet oddycham i żyję. Ale RADOŚĆ!!! Gadam jak najęta z tym chłopakiem, który mnie ciągnął i czekał już na mecie te parę sekund, spontaniczne gratulacje, podziękowania i wymiana wrażeń. Nogi całkiem ok, ale idę na masaż, bo kolejka niewielka. Tam ucinam sobie miłą pogawędkę z jednym warszawiakiem, całkiem miły to naród myślę sobie, nawet nie bardzo odczuwam zmęczenie bo satysfakcja z biegu jest niesamowita, śmiejemy się przy tym jak ostatnie świry, bo moja dotychczasowa życiówka 1:56 odchodzi w zapomnienie...

Pięknie jest spotkać tylu podobnych do siebie ludzi, być na swojej wymarzonej, wielkiej i ciężko wypoconej MECIE!!! Zdobyć wreszcie swój piękny Mont Everest...
W tym biegu jeszcze trochę i bylibyśmy świadkami historycznego wydarzenia Małgorzata Sobańska osiągnęła swój najlepszy dotychczasowy czas w półmaratonie 1:11:47. Do złamania rekordu Polski wystarczyło 2 sekundy szybciej! Tak niewiele. Od 14 lat rekord Polski w półmaratonie należy do Kamili Gradus z czasem 1.11.45.
"Odwaga nie polega na nieodczuwaniu strachu, ale na umiejętności działania mimo niego."
Shelogh Brown